Link 23.01.2008 :: 10:42 Komentuj (1) Kielce: spotkanie z Krystyną Kurczab-Redlich 24 st
Krystyna Kurczab-Redlich, wieloletnia korespondentka polskich mediów w Rosji i
autorka przejmujących reportaży zebranych w najnowszej książce "Głową o mur
Kremla", dwukrotnie spotka się w czwartek z kielczanami. Głównym tematem będzie
Czeczenia. Pierwsze spotkanie odbędzie się o godz. 12 w auli I Liceum
Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Kielcach przy ul. Ściegiennego 15,
kolejne o godz. 17 w auli Wyższej Szkoły Umiejętności przy ul. Wesołej 52.
-
Nie jestem adwokatem Czeczenów. Jestem tropicielem faktów. Kreml poddał
Czeczenów terrorowi moralnemu i fizycznemu, a świat terrorowi kłamstwa. Nie
walczę o wolność Czeczenii, walczę o pamięć o niej - mówi Krystyna
Kurczab-Redlich. Do Rosji autorka trafiła w 1990 roku. Pisała korespondencje do
"Przekroju", "Polityki", "Newsweeka", pracowała też dla "Sztandaru Młodych",
"Życia Warszawy", "Dziennika Polskiego" i "Nowego Dziennika" w USA. Od 1997 roku
była korespondentką Polsatu. Od początku tzw. II wojny czeczeńskiej śledziła
wydarzenia w republice. W 2000 r. ukazała się jej książka o Rosji i Czeczenii -
"Pandrioszka", o której z uznaniem wyrażało się wielu znawców tematu, m.in.
Ryszard Kapuściński i Bronisław Geremek. Między 2002 a 2004 rokiem
Kurczab-Redlich zrealizowała filmy dokumentalne o Czeczenii, które Polsat
wyemitował w programie "Raport specjalny". W 2003 roku reporterka dostała
nagrodę Amnesty International za publikacje o naruszeniu praw człowieka w
Czeczenii. Dwa lata później czeczeńska organizacja Echo Wojny, Amnesty
International oraz Helsińska Fundacja Praw Człowieka poparły jej kandydaturę do
Pokojowej Nagrody Nobla.
źródło: Gazeta Wyborcza Kielce
Link 20.01.2008 :: 10:19 Komentuj (0) Kamisa nie płacze
Radio Zachód niedziela 20 stycznia o godz. 9.00 - "Kamisa nie płacze" reportaż
Lecha Kwiecińskiego. Opowieść o dalszych losach czeczeńskiej rodziny.
We
wrześniu ubiegłego roku informowaliśmy o tragedii Kamisy - Czeczenki, która jak
wielu jej rodaków, uciekła z ogarniętej wojną ojczyzny. Matkę z czwórką dzieci,
wynajęci przewodnicy przywieźli na Ukrainę i tam pozostawili. Przez Słowację
kobieta usiłowała dostać się do Polski. Dopiero trzeciego dnia błądzenia po
Bieszczadach trafiła na polskich pograniczników. Jej córki zmarły z wyczerpania
i wyziębienia. Kamisa została sama z najmłodszym synem. Cały kraj współczuł
36-letniej Czeczence, którą jeszcze w szpitalu odwiedziła Maria Kaczyńska.
Obiecała jej, mężowi, ocalałemu dziecku status uchodźów - niezbędny do tego, by
w Polsce normalnie żyć. Na obietnicach na razie się jednak skończyło. Kamisa
znalazła schronienie w Stefanowicach koło Zbąszynia. Tu czeczeńską rodzinę
przygarnęła pod swój dach rodzina polska.
Radio Zachód SA 103 i
106 FM.
http://www.zachod.pl
Link 21.12.2007 :: 15:42 Komentuj (0) Planete godz. 21.45: Film dokumentalny "Rosja - Cz
Fri Dec 21, 2007 4:17 am (PST)
Film dokumentalny "Russia - Chechnya. Voices of Dissent"
prod. Wielka Brytania 2005, reżyseria Carlo Nero. Film jest hołdem złożonym
ludziom, którzy przez lata walczyli o sprawiedliwość i wolność w Rosji,
Czeczenii i innych dawnych republikach sowieckich, a także organizacjom
walczącym o prawa człowieka. Władimir Bukowski, znany sowiecki dysydent, żyje w
Anglii i w dalszym ciągu nieustannie walczy o prawa człowieka w Rosji. Zaczął
jeszcze jako nastolatek, gdy w ZSRR panował reżim Breżniewa. W filmie próbuje
wyjaśnić przyczyny powrotu do władzy byłych oficerów KGB, którzy pod rządami
Putina dowodzą wszystkimi ministerstwami w Rosji. Ten nagły powrót do władzy ma,
według Bukowskiego, ścisły związek z zamachem w sierpniu 1990 roku i dwiema
wojnami przeciwko Czeczenii. Zrozumieć jego sposób myślenia pomaga opowieść o
latach 6o. i 70. w Rosji, protestach przeciwko sowieckiej inwazji na
Czechosłowację i politycznych represjach, w tym torturach w zakładach
psychiatrycznych, którym został poddany nie tylko Bukowski. W dokumencie "Rosja
- Czeczenia. Głosy protestu" wypowiada się m.in. Elena Bonner, żona Andrieja
Sacharowa, laureata pokojowej nagrody Nobla i zamordowana rok temu dziennikarka
Anna Politkowska. Wyjaśniają cel walki o godność Czeczenów oraz kampanii w
obronie zatrzymanych z przyczyn politycznych Michaiła Chodorkowskiego i
Trepaszkina.
Najbliższe emisje: Planete 21 grudnia godz. 21.45, 28
grudnia godz. 17.20. Film trwa 47 min.
Planete.pl
Link 23.10.2007 :: 14:50 Komentuj (0) Warszawa: wieczór czeczeński
24 października o 18.00 Centrum Inicjatyw Międzykulturowych zaprasza do Bielańskiego Ośrodka Kultury na ul. Goldoniego 1 na wieczór czeczeński. W planie między innymi prelekcja Issy Adajewa, ostatniego dyrektora Muzeum Narodowego w Groznym, występy zespołu "Dzieci Wajnachów" i "Jestem za" oraz degustacja czeczeńskich słodkości. Wstęp wolny!
Centrum Inicjatyw Międzykulturowych jest kołem naukowym, które powstało jesienią 2006 przy Instytucie Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Warszawskiego. Celem CIMu jest integracja uchodźców z polskim społeczeństwem, walka ze stereotypami dotyczącymi cudzoziemców oraz szeroko pojęta pomoc osobom starającym się o status uchodźców. Jednym z najważniejszych działań wolontariuszy CIMu jest pomoc dzieciom i młodzieży w nauce szkolnej oraz dorosłym w nauce języków.
www.refugee.pl
Link 27.08.2007 :: 13:56 Komentuj (0) Bajsangur Bienojewski
W 1794 roku w rodzinie Ediego z aułu Bienoj (dziś rejon nożaj-jurtowski) urodził się chłopczyk. Dano mu na imię Bajsangur. Czeczeńcy wciąż dokładnie pamiętali bitwy powstańcze górali Północnego Kaukazu, którymi dowodził Uszurma Szaabazow (imam Mansur). 13 kwietnia tego samego roku, 34-letni szejch Mansur zmarł w kazamatach twierdzy szlisselburskiej. Po rozprawieniu się z powstaniem narodu rosyjskiego pod wodzą Jemeliana Pugaczowa i rozgromieniu zwolenników Uszurmy, carat dążył do zaboru nowych ziem, ujarzmienia własnego i reszty narodów. Z roku na rok sytuacja w Czeczenii stawała się coraz bardziej napięta. W 1818 r. nad rzeką Sunżą generał A.P. Jermołow wzniósł twierdzę Grozna. 12 lutego 1819 r. pisał do cara Aleksandra I: „Panie! Wojny za granicą obawiać się nie trzeba. To górskie narody jako poddani Waszej Cesarskiej Wysokości, w swoim umiłowaniu niezależności i wolności, dając innym przykład dążeń niepodległościowych, wzniecają buntowniczego ducha”. Wiernopoddańcze wynurzenia carskiego generała nie były pozbawione racji: po heroicznej wojnie z napoleońskim okupantem, nie doczekawszy się upragnionej wolności, bunt podnoszą chłopi rosyjscy, na Ukrainie pod dowództwem U. Karmaliuka trwają walki powstańcze, dochodzi do zamieszek w Gruzji. W Sankt Petersburgu i na Ukrainie powstają szlacheckie organizacje rewolucyjne. 14 grudnia 1825 r. w Petersburgu na Placu Senackim salwami armatnimi rozstrzelano oddziały rewolucjonistów, zadając klęskę powstaniu dekabrystów. W latach 1826-1850 doszło w Rosji do 1089 chłopskich rozruchów. W Rosji nastają czasy reakcji. Carat staje się „żandarmem Europy”, dławi powstanie w Polsce, później rewolucję na Węgrzech i w innych krajach. Na Kaukazie gen. Jermołow ogniem i mieczem usiłuje zgładzić tak bardzo zagrażającego samodzierżawiu, „buntowniczego ducha” górskich narodów. Z bezwzględnym okrucieństwem stłumione zostało powstanie Czeczenów, którym dowodził Bejbułat Tajmijew. W 1828 r. w Dagestanie narodził się ruch antyfeudalny i antykolonialny, stopniowo ogarniając Czeczenię. W wyniku rosyjsko-tureckiego traktatu pokojowego podpisanego w Adrianopolu (14 września 1829 r.) Turcja uznała panowanie Rosji nad Abchazją i wszystkimi górskimi narodami. Dano więc caratowi swobodę działania na arenie światowej. Jednakże realizacja imperatorskich zapędów Rosji wcale nie była taka łatwa. Walka górali kaukaskich nie ustępuje. W 1834 r. imamem Dagestanu zostaje Szamil.
O życiu Bajsangura do 1839 r. prawie nic nie wiadomo. Jedno jest pewne. Na pewno nie mógł stać z boku podczas wojny antykolonialnej, w której aktywnie uczestniczyli członkowie bienojewskiej społeczności. To w Bienoju ukrywał się przed wojskami carskimi Taszo-Hadżi, przywódca czeczeńskich powstańców. Tutaj, po klęsce w Dagestanie, schronił się Szamil z rodziną i kilkoma współbojownikami, uwieńczony sławą walecznego bojownika z Achulgo. W Bienoju na początku września 1839 r. urodził się syn Szamila, Muhammed-Szefi. Tutaj też umocniła się wieloletnia bojowa przyjaźń starych znajomych, nie raz stających razem do walki. Bajsangur wraz z Taszo-Hadżim, mułłą Szoaipem z Centoroj i Dżawadchanem z Dargo prowadzą aktywną działalność w Czeczenii, mającą na celu obwołanie Szamila imamem. Do Bienoja zjeżdżają przywódcy czeczeńskich społeczności, by poznać przyszłego lidera kaukaskich górali. Wówczas to, w 1839 r. na górze Kchetaszan-Kort w pobliżu wsi Centoroj, podczas zjazdu przedstawicieli iczkerskich społeczności i narodu, uczony, dzielny wojownik i imam Dagestanu – szejch Szamil, został ogłoszony imamem Czeczenii i Dagestanu, ojcem kraju i „ojcem szabli”, czyli przywódcą narodu i głównym dowódcą wojskowym. Imam, uzyskawszy pełne poparcie Iczkerów, wyrusza w podróż po Górnej Czeczenii, gdzie szerzy swoje nauki. Przeprowadza się z rodziną do Wiedieno, następnie do Szaroja, a w końcu do Szatoja, gdzie okazano mu wyjątkowo żarliwe poparcie. Czeczenia, zjednoczona wezwaniem do gazawatu, poderwała się do walki z carskimi kolonizatorami.
Na początku stycznia 1844 roku mieszkańcy Dagestanu i Czeczenii piszą do carskich dowódców: „Od czasu, gdy nikczemnie stanęliście na zniewolonych ziemiach i górach naszych, wciąż nas zniesławialiście rozpowszechniając niesprawiedliwe i fałszywe opinie, co nie przystoi ludziom rozsądnym i prawdziwie mężnym, a zwłaszcza wielkim panom posiadającym wpływy, siły i środki, by prowadzić działania przeciwko sobie równym, pragnącym wyzwolić uciskanych ludzi od swych ciemiężycieli. To wy zawsze niszczyliście nasz dobytek, paliliście wsie i uprowadzaliście naszych ludzi. Chociaż ciężko było nam się z tym pogodzić, aż do tej pory, wbrew sobie staraliśmy się znosić cierpliwie wasze prześladowania. Po pierwsze dlatego, żeśmy nie mieli potrzebnych narzędzi i broni, po drugie – wśród nas znajdowali się głupcy, którzy wam uwierzyli i zaufali, z własnej woli poddawali się wam oczekując obiecanych korzyści. Słowem, między nami a wami nie ma nic więcej oprócz wrogości, obnażonych szabel i wojny. Dlatego powinniście bezzwłocznie odejść z naszych ziem. A jeśli nie – czyńcie, co wam się żywnie podoba, a my także postaramy się zadośćuczynić waszemu życzeniu do czasu, dopóki nie spełni się wola Boża. Zresztą, nie myślcie, że będziemy się was bać i że się wycofamy. Wręcz przeciwnie – złożyliśmy Bogu przysięgę, w imię Allaha, Koranu, Biblii, Ewangelii i Psałterza, że będziemy wytrwale walczyć z wami dotąd, dopóki jedna ze stron nie zostanie całkowicie zgładzona, lub dopóki nie opuścicie naszych stron”.
Prostoduszny i uczciwy Bajsangur odmówił przyjęcia zaszczytnych tytułów i stanowisk, które zaproponował mu imam Szamil. Nie chciał postępować wbrew swym zasadom. Sprawowanie władzy nad ludźmi budziło w nim niechęć. Szamil mianował więc Bajsangura naibem Bienoj, którego niezmiennym przywódcą pozostał aż do swojej śmierci. Szamil i jego otoczenie z ogromnym szacunkiem i sympatią odnosili się do mężnego gospodarza bienojewców. „Tasz adam Bajsangur” („człowiek z kamienia”) – mawiał o nim Szamil. Bajsangur ze oddziałem walecznych bienojewców uczestniczył w licznych bitwach, wiodąc ich do boju. Latem 1845 r. Czeczeni z Bajsangurem Bienojewskim, Dagestańczycy i kaukascy powstańcy rozgromili liczne wojska hrabiego Woroncowa, który na początku czerwca 1845 r. miał do swojej dyspozycji 21 batalionów piechoty, 7 kompanii saperów i strzelców, 1000-osobowe ugrupowanie gruzińskiej pieszej milicji, 16 sotni kozackich i 46 dział. W wyniku tej nieudanej, tzw. „sucharowej” kampanii dargijskiej 1845 roku kolonizatorzy stracili około 5 tysięcy żołnierzy i oficerów oraz trzy działa, natomiast siły powstańcze pozostały praktycznie nienaruszone. Carscy generałowie postanowili nie zapuszczać się do Iczkerii. Na całym świecie postępowe społeczeństwa z ogromnym zainteresowaniem i przychylnością śledziły wieści o wolnościowych dążeniach górali kaukaskich. Kraje europejskie organizowały zbiórki środków na pomoc dla mieszkańców Kaukazu. Pokonując kordony, do Szamila usiłują przedostać się ochotnicy z Polski, Węgier i Rosji. W Petersburgu, z inicjatywy naukowca i pisarza M.B. Butaszewicza-Pietraszewskiego powstało kółko rewolucyjne, którego członkiem był pisarz Fiodor Dostojewski. Rewolucjoniści próbują nawiązać kontakt z przywódcami górali w celu skonsolidowania działań w walce ze wspólnym wrogiem – caratem. Górale okupili wojnę z caratem wysoką ceną. Matki, żony, siostry i córki opłakiwały poległych. Podczas jednej z walk, latem 1845 roku Bajsangur stracił rękę. Rok 1847. Carskie wojska otoczyły auł Gergebił w Północnym Dagestanie. Jednooki i jednoręki Bajsangur ze swoim oddziałem zabezpieczał odcinek obrony w rejonie sadów. Carscy dowódcy rozpoczęli szturm aułu. Armatnia kula urwała nogę czeczeńskiemu naibowi. Nieprzytomnego, krwawiącego 53-letniego przywódcę górali pojmali o zmierzchu carscy żołnierze. Wieść o pojmaniu Bajsangura błyskawicznie rozniosła się po całym Kaukazie. Szamil ciężko przeżył tę wiadomość. Osobiście pomagał krewnym i przyjaciołom Bajsangura w zorganizowaniu ucieczki z niewoli. Ciężko rannego Bajsangura pod strażą wzmocnionego konwoju odprawiono z Dagestanu do twierdzy Grozna. Na drodze miurydzi napadli na eskortę i odbili Bajsangura. Górale ucieszyli się z uwolnienia swego przywódcy. Jednak ich radość szybko zgasła na widok nieustraszonego bojownika. Został kaleką! Przeszywający ból i gorączka trawiły straszliwie okaleczone ciało. Życie stało się dlań nieopisaną męką, prawdziwym piekłem. Mimo wszystko, żelazna wola zwyciężyła. O takich bohaterach, rycerzach wolności, pisano we wrześniu 1847 roku: „Mężni górale znów zadali Rosjanom sporo poważnych klęsk... Narody, uczcie się, do czego są zdolni ludzie pragnący wolności!”.
Europą wstrząsała fala rewolucji. W latach 1848-1849 zaczynają drżeć w posadach reakcyjne reżimy i rządy. Rewolucja we Francji, powstanie w Wiedniu i Berlinie, powstanie robotnicze w Paryżu, proklamowanie niezależności Węgier. Nad monarchią rosyjską i krajami europejskimi zawisła groźba wojny. Jednakże „żandarm Europy” zareagował zdecydowanie. W maju 1849 roku na prośbę Franciszka Józefa z pomocą kontrrewolucji austriackiej pospieszył car Mikołaj I, wysyłając 100-tysięczną armię pod dowództwem feldmarszałka księcia Paskiewicza. Wyprawa przeciwko Węgrom nie zyskała uznania społeczeństwa rosyjskiego. W imperium narastała reakcja, kółka rewolucyjne zostały rozgromione. Groźbę kaźni i katorżniczych zsyłek najbardziej przeżywają Pietraszewcy. Na Kaukazie nasiliły się carskie działania pacyfikacyjne. W tym burzliwym okresie Bajsangur kontynuował walkę. Jak wynika z przekazu, przywiązywano go do konia, aby nie spadł podczas galopu. Nieustraszony naib, trzymając pewnie w jedynej ręce szablę, spoglądał bystro jednym okiem i mknął w gąszcz wrogów. Carscy agenci rozpowszechnili wśród górali proklamację, w której za całe zło obwinili imama Szamila. Obiecywali góralom, że jeśli złożą broń nastanie pokój, będzie chleb, dostaną ziemię, uszanowane zostaną obyczaje i tradycje, i uzyskają autonomię. Propagandowe oddziaływanie Rosji nie pozostawało bez wpływu na postawę górali. W Zakończenie Wojny Krymskiej umożliwiło skierowanie przeciwko Szamilowi wszystkich rosyjskich sił zgromadzonych na Kaukazie. Przeciwko góralom kaukaskim władze carskie wysłały 300-tysięczną armię. Przy poparciu umęczonego wojną społeczeństwa, oczekującego upragnionego pokoju, pokonując opór niepokornych, carskie ekspedycje stopniowo opanowały tereny poszczególnych wspólnot górskich Czeczenii i Dagestanu. Niszczyły oporne auły przesiedlając część ludności za Sunżę. Upadek imamatu był kwestią czasu. W styczniu 1858 roku carskie wojska opanowały Wąwóz Arguński, centralny rejon posiadłości imama. W kwietniu ostatecznie została zajęta Mała Czeczenia. Szamil znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Do końca letniej kampanii, dowódca lewej flanki kaukaskiej, generał N. Jewdokimow, zadał powstańcom kolejne klęski i podporządkował sobie większość wspólnot czeczeńskich. Poczym w toku kampanii zimowej 1858-59 r. przez leśne rejony Iczkerii dotarł do granic Dagestanu. Szamil opuścił Czeczenię. 12 marca 1859 roku cała Czeczenia została zajęta przez carskie wojska. Wyjątkiem był tylko auł Bienoj i przylegające doń osady. Niepokorny Bajsangur ze swoim oddziałem wyprawił się do górskiego Dagestanu, do Szamila. Bienoj został spalony. Imam Szamil, otoczony przez liczne wojska carskie, z czterystoma najwierniejszymi współbojownikami i trzema działami obwarował się na górze Gunib, by tam stoczyć swój ostatni bój. Bajsangur z kilkoma wiernymi imamowi dagestańskimi naibami, sotnią zbiegłych żołnierzy i kozaków rosyjskich organizują obronę Gunibu. 22 sierpnia obóz Szamila zostaje otoczony przez Rosjan. 25 sierpnia 1859 roku w wyniku oblężenia, by nie narażać życia kobiet i dzieci, Szamil podjął decyzję o kapitulacji. Bajsangur był jednym z dwóch czeczeńskich naibów (drugim był Osman Miczikski), którzy do końca pozostali z imamem Szamilem.
Echa tych wydarzeń zachowały się wśród Czeczenów i Inguszów w następującym przekazie: „Bojschar-Bajsangur był ostatnim czeczeńskim naibem, który do końca trwał przy Szamilu. Z czeczeńskim oddziałem, w którym większość stanowili bienojewcy, uczestniczył w ostatniej walce Szamila z wojskami carskimi. Gdy Bojschar zorientował się, że Szamil ma zamiar się poddać, szybko pogalopował do imama. Zobaczywszy Szamila wychodzącego z aułu, Bojschar Bienojewski zawołał go i poprosił o rozmowę. Weszli do sakli stojącej na skraju aułu. Bojschar żarliwie namawiał Szamila by odstąpił od tego zamiaru. Mówił, że nie wszystko jest stracone, że mogą przebić się z oddziałem Czeczenów przez pierścień wroga, zbiec do Czeczenii i przekonać górali do podjęcia walki na nowo. Jednak przygnębiony Szamil nie słuchał co mówił wierny druh. Nie zmieniając decyzji, wyruszył carskim wojskom naprzeciw. Bojschar pochwycił pistolet, skierował w stronę oddalającego się Szamila. Zawołał po imieniu: „Szemał” (zwracanie się do imama po imieniu, bez dodania tytułu, było niedopuszczalne i mogło być odebrane jako wyraz lekceważenia). Szamil nie odwracając się kroczył dalej. Bojschar jeszcze dwukrotnie wykrzyknął imię imama, lecz Szamil się nie odwrócił. Carski generał zapytał Szamila, dlaczego się nie odwrócił gdy Czeczen go wołał. Szamil odpowiedział: „Gdybym się odwrócił, zastrzeliłby mnie”. – „Czyż mimo wszystko nie mógł cię zastrzelić?” – zdziwił się generał. – „Czeczeni w plecy nie strzelają” – odpowiedział Szamil. Po kapitulacji imama Szamila, Bajsangur ze swoim oddziałem przebił się przez potrójny pierścień wroga i przedostał się do Czeczenii”. Podczas tej historycznej przeprawy zginął prawie cały oddział Bajsangura.
Po kapitulacji imama Szamila, Bajsangur ze swymi towarzyszami broni przybył do Bienoja, gdzie ukrywał się przed carskimi władzami do maja 1860 roku. Były naib ciężko przeżywał kapitulację Szamila i poddanie się Dagestanu do rosyjskiej niewoli. Carski rząd świętował zwycięstwo. We wszystkich osadach grasowali carscy agenci, poddając niepokornych Czeczenów okrutnym represjom. Zapomniane zostały uroczyście składane obietnice, rozpoczęło się wywłaszczanie rodowitych czeczeńskich ziem. Chłopi zostali obłożeni wysokimi podatkami. Całą Rosję opanowały rewolucyjne nastroje. We wszystkich guberniach chłopi podnosili bunty, narastała fala rozruchów. W latach 1851-1860 doszło w Rosji do 1010 chłopskich powstań.
Tymczasem Bajsangur z rodziną i współbojownikami ukrywał się w jaskiniach nieopodal Bienoja. Nieujarzmiony przywódca bienojewców ze swym współtowarzyszem Sołtamuradem i liderami wspólnot czeczeńskich przystąpili do przygotowania powstania. Jednocześnie, w porozumieniu z Bajsangurem, w Wąwozie Arguńskim podjął energiczne działania „stary wilk” – Uma Dujew z Zumsoja, i Atabaj Atajew. Po zimowych przygotowaniach, w maju 1860 r. w aule Bienoj i w okolicach górnego biegu rzeki Argun wybuchły powstania zbrojne. Bojownicy o wolność walczyli w Rosji i na Północno-Zachodnim Kaukazie. W kwietniu 1860 r. na Sycylii wybuchło wielkie powstanie chłopskie; osławiony Giuseppe Garibaldi na czele ochotników – słynnego „tysiąca” (walczyli w nim też ochotnicy z innych krajów. Spośród kilkunastu oficerów polskich, Julian Konstanty Ordon kierował artylerią) pospieszył powstańcom na pomoc i odniósł zwycięstwo nad wojskami króla Neapolu. W Chinach tajpingowie (T’aj-ping t’ien-kuo – Niebiańskie Królestwo Najwyższego Spokoju – ruch antyfeudalny) walczyli z dynastią mandżurską i zaborcami z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Francji. Angielscy kolonizatorzy dokonali w Indiach egzekucji sipajów – głównej siły powstania w latach 1857-59. W Czeczenii sztandar wolności wzniósł 66-letni Bajsangur i znacznie od niego młodszy Sołtamurad. W „Oczierkach istorii Cz.I. ASSR” tak opisano powstanie Bajsangura: „W lipcu 1860 roku do ruchu bienojewców dołączyły sąsiednie auły Iczkerii. Istniała realna groźba objęcia powstaniem całej Iczkerii. Na początku stycznia 1861 roku przeciwko powstańcom wyruszyły wojska pod dowództwem generała majora Musy Kunduchowa, który otrzymał rozkaz rozgromienia bienojewców, ujęcia ich przywódcy Bajsangura, przesiedlenia na równiny mieszkańców osady Engenoj, zniszczenia reszty aułów Górnej Iczkerii i wysiedlenia ich mieszkańców. Pod koniec stycznia 1861 roku, w wyniku szeroko zakrojonych działań Kunduchowa oraz liczebnej i technicznej przewagi wojsk carskich, powstanie w Czeczenii zostało definitywnie stłumione. Zniszczono niemal piętnaście aułów, które w nim uczestniczyły. Bajsangur ze swoją rodziną i kilkoma uczestnikami powstania, w połowie lutego 1861 roku wpadł w ręce żołnierzy carskiego oddziału i został postawiony przed wojennym sądem polowym. Sołtamurad zdołał wyrwać się z okrążenia i przedostał się w okolice rzeki Argun, gdzie stanął na czele powstańców arguńskich”. Według innego przekazu, gdy Bajsangur wzniecił powstanie, były imam Szamil, wskutek nalegań cara, napisał do niego list z zarzutami, że nadaremnie naraża życie ludzkie w beznadziejnej walce z mocarnymi siłami carskimi. Bajsangur odpisał na ten list. Z właściwą sobie stanowczością i prostotą stwierdził, że Szamil zhańbił się na wieki, zamieniając walkę o wolność na niewolę. Że dopóki starczy mu życia będzie walczył o wolność swego narodu. Gdy kapitan A. Runowski, pristaw (hist. przystaw – naczelnik milicji) w Kałudze, zapytał Szamila, dlaczego bienojewcy są tacy bezwzględni, Szamil odparł, że taki stan rzeczy będzie trwał, dopóki będzie żył Bajsangur Bienojewski.
Bajsangur dostał się z rodziną do niewoli podczas wyjścia z okrążenia, gdy został zabity jego koń, a on sam został ranny. Uczestników powstania i ich krewnych dotknęły okrutne represje. 12 stycznia 1861 roku z samego tylko aułu Bienoj do gospodarstw na równinnych obszarach Czeczenii wysiedlono 1218 osób. W sumie, w 1861 roku przesiedlono z Iczkerii 7,5 tysiąca osób. Walka kaukaskich górali, uciskanych rosyjskich chłopów nie była daremna. Carat zgodził się na ustępstwa. 19 lutego 1861 roku car Aleksander II, w obawie przed zamieszkami został zmuszony do zatwierdzenia ustawy „O chłopach”. Podpisał jednocześnie manifest o zniesieniu poddaństwa w Rosji. Jednakże połowiczność reform i rabunkowy charakter ustawy spowodowały żywiołowy protest. W ciągu dziesięciu miesięcy od wejścia w życie ustawy odnotowano 1176 wystąpień chłopskich. Do walki o wolność stanęła Polska, w Stanach Zjednoczonych wybuchła wojna domowa, trwała walka o zniesienie niewolnictwa, doszło do krwawych walk na Północno-Zachodnim Kaukazie.
Wojenny sąd polowy skazał Bajsangura na śmierć przez powieszenie. Jego rodzina, syn Tachir oraz pozostali uczestnicy powstania zostali zesłani na Syberię. W niedzielę, na plac przed cerkwią w Chasawjurcie zwołano wielu Kumyków i Dagestańczyków z północy. Czeczeni sami przyszli zobaczyć słynnego przywódcę górali. Bicie werbli wtórowało turkotowi furmanki wiozącej na śmierć jednookiego, jednorękiego i jednonogiego Czeczena. Któż to wie, o czym myślał ten człowiek przed egzekucją? Co chciał powiedzieć tym biednym ludziom, nie mogącym powstrzymać łez, spoglądających na niego z nadzieją, że zdarzy się cud? Z trudnością poruszającego się 67-letniego Bajsangura doprowadzono pod szubienicę. Stojący na placu górale zaczęli odmawiać przedśmiertną modlitwę „Ja sin” (arab. Ja insau! – „O człowieku” Koran, sura 36. Sura ta cieszy się wielkim prestiżem u muzułmanów i jest tradycyjnie recytowana przy umierających lub zmarłych). Wydano rozkazy oficerom, ustał łoskot werbli. Odczytano wyrok. I w tym momencie carscy kaci posłużyli się perfidnym chwytem; obiecując nagrodę pieniężną, szukali w tłumie górali ochotnika, który podjąłby się wykonania egzekucji. Tłum posępnie milczał. Jednak znalazł się chętny (co wcale nie było szczęśliwym trafem, jak utrzymywała carska propaganda. Po prostu kat Bajsangura został wcześniej przekupiony). Bajsangur zadrżał. Nie zamierzał czekać na swego oprawcę. Błysnąwszy okiem, zstąpił z ławki stojącej pod szubienicą. Ponad tłumem rozległy się głosy przerażenia. Wielu mężczyzn płakało...Trudno góralom zaimponować męstwem. Ale zawsze wśród wszystkich szlachetnych ludzi, szczególny i niezmienny podziw wzbudzało imię Bajsangura Bienojewskiego. Ten człowiek, wśród wybitnych, legendarnych bohaterów narodu czeczeńskiego, jawi się w historii jako personifikacja niezłomności, męstwa i nieugiętej woli. Jego wizerunek i postępowanie stały się przykładem dla najwybitniejszych synów narodu czeczeńskiego. Imię Bajsangura przez długi czas byłą jedną z białych plam w oficjalnej historii. Przyszedł czas, że powinno zająć należne mu miejsce, na równi z imionami imama Mansura, imama Szamila i wielu kaukaskich bohaterów, którzy oddali swe życie za wolność, równouprawnienie i szczęście ludzi.
Sajd Chamzat Nunujew: „Nachi i swjaszczennaja istoria” (z artykułu czeczeńskiego historyka Dałchana Chożajewa „Rycerz wolności” opublikowanego 8 października 1989 r. w czasopiśmie „Groznienskij raboczij”). oprac.Lamara, Czeczenia.blog.onet.pl
Link 24.08.2007 :: 10:58 Komentuj (1) „Bitwa” – stara legenda czeczeńska.
Na bezleśnej równinie stanęły do walki wojska dwóch ludów. Na czele przeogromnych wojsk szatańskiego boga stał wódz o imieniu Żali. Głównodowodzącym mało liczebnych wojsk Nachów był dumny i mężny Borz. Wojownicy Borza słynęli na świat cały z waleczności, przynosząc chwałę swemu maleńkiemu ludowi. Wojska tych ludów starły się w bitwie, a bitwa trwała całą wieczność. Jednych śmiałków zastępowali drudzy, odchodzili ludzie szatańskiego boga, ginęli odważni Nachowie. Pierwsze, poranne promienie słońca co dzień rozświetlały śmiertelny taniec mieczy, w mroku każdej nocy dźwięczał jęk stalowych kling. O północy pojawił się Azrail. Był niewidzialny dla zwykłych śmiertelników. Zaś ci, w których duszy gorzała czerwieniejąca łuna, ujrzeli olbrzymiego wojownika. Jego wzrost sięgał trzech metrów. Wzrok Azraila był surowy, ale sprawiedliwy. Kto raz ujrzał to oblicze, nigdy już nie mógł go zapomnieć. Ciało olbrzyma spowijała czarna tunika. Stopy miał obute w drewniane sandały, a podeszwy były przesiąknięte krwią. Za Azrailem kroczyły zastępy podobnego wzrostu wojowników w drewnianych sandałach. Było ich tylu, ilu Nachów poległych w bitwie. Ich stopy nie dotykały ziemi. Podchodzili do poległych, omijając walczących. Wojownikom Azraila nie przeszkadzał w marszu ni jęk rannych, ni świst strzał i szczęk kindżałów. Azrail wydobył z fałd tuniki zwój z nazwiskami poległych i odczytał ich imiona. Wojownicy w drewnianych sandałach podchodzili do ciał poległych, by zabrać ich dusze do rajskich ogrodów, gdzie cicho szemrzą rzeki i słodko śpiewają piękne dziewczyny. Lecz polegli wojownicy nie pragnęli wcale takich rozkoszy, bo ich dusze nadal rwały się do boju, do nowej śmierci. Nie puszczał ich Azrail na pole bitwy, pozwalał im tylko dać rady i ostrzec pozostałych przy życiu najmężniejszych wojowników. Ciała poległych, których imion Azrail nie odczytał, rano rozszarpały psy i szakale. I zatarły się w ludzkiej pamięci imiona tych ludzi... Już nikt nie pamiętał o co toczy się ta wielka bitwa. Wojownicy szatańskiego boga bili się o ogromne połacie dziewiczych lasów w kraju Nachów. Nachowie walczyli za przelaną krew swych dziadów, ojców, synów i braci. Ludzie wodza Żali dobrze wiedzieli ile dobra zdobędą pozbawiając Nachów rozległych, prastarych ziem i lasów, tych nieprzebranych bogactw. Żaden z ich mężczyzn nie skłonił nigdy głowy przed Nachami, żadna z ich matek nie zatroszczyła się o swe dorosłe dzieci. Ludzie bez serc. Barbarzyńcy.
Nachowie oddawali swe życie, bo wiedzieli jak ważny jest honor, bo kochają wolność. Naród Nachów, trzydzieści razy mniejszy od narodu szatańskiego boga, cierpiał wielką biedę, gdyż w tej wielkiej bitwie na krwawej równinie tracili życie najdostojniejsi i najmężniejsi Nachowie. Posiwiały kobiety czekając na swych mężów. Wyblakły ślubne stroje... Dniem i nocą szlochały siostry w oczekiwaniu na braci. Dorosły dzieci, które nie znały swych ojców, którzy polegli, zanim się urodziły. Matki znosiły katusze opłakując swych synów. I wyruszyły kobiety Nachów na drogę śmierci. Leczyły rany swoich wojowników, niektóre z nich nauczyły się posługiwania mieczem i łukiem. Stanęły do walki o prawo do godnego życia, ramię w ramię ze swymi mężczyznami. Mówiły, że lepiej umrzeć, niż żyć jak szakale. Kobiety pojawiły się na świecie, by rodzić dzielnych wojowników, mężczyźni – by walczyć o honor i wolność, by umrzeć z godnością. W imię wolności kraju Nachów. W imię ciepłego blasku w sercach ludzi.
Teptar.com oprac.Lamara, Czeczenia.blog.onet.pl
Link 11.07.2007 :: 08:50 Komentuj (0) Jaka sprawiedliwość dla zaginionych w Czeczenii?
Streszczenie raportu Amnesty International, który ukazał się 23 maja
2007. "Pokazują jedynie prace budowlane; odbudowa - to jest coś. Nie pokazują
płaczących matek, które poszukują swoich dzieci" - matka poszukująca syna,
ofiary wymuszonego zaginięcia, czerwiec 2006.
W Czeczenii, rosyjskiej
republice na Północnym Kaukazie, życie oficjalnie "wróciło do normy". Urzędnicy
twierdzą, że konflikt się zakończył, a Republika Czeczenii jest sceną
olbrzymiego projektu odbudowy. Do regionu płyną pieniądze przeznaczone na
odbudowę budynków i infrastruktury, zniszczonych w trakcie kampanii wojskowych,
które w 1994 i 1999 r. zainicjowały rosyjskie siły federalne.
Ramzan
Kadyrow, niedawno mianowany prezydent Czeczenii, oświadczył, że jest ona
"najbardziej spokojnym regionem Rosji", a także - najbezpieczniejszym (Interfax,
20 lutego 2007). Obrońcy praw człowieka, w tym Amnesty International,
zaprzeczają temu twierdzeniu. Konflikt trwa, mimo iż zmniejszyła się liczba
operacji militarnych na szeroką skalę, a obie strony tego konfliktu wciąż łamią
prawa człowieka. Mimo iż w ciągu ostatnich lat zmalała liczba zarejestrowanych
wymuszonych zaginięć i porwań, wciąż mają one w Czeczenii miejsce.
Można
odbudować domy i lotniska, ale nie można odbudować życia zniszczonego podczas
konfliktu. Nie podano ostatecznej liczby cywilnych ofiar tego konfliktu.
Szacuje się, że od 1999 roku zostało zamordowanych nawet 25 tys. osób. Wiele z
nich pochowano w nieoznaczonych grobach. W całej Czeczenii znaleziono 52 masowe
groby.
Życie tych, którzy przeżyli zniszczyły takie naruszenia
podstawowych praw jak tortury, gwałty, arbitralne zatrzymania i szabrowanie ich
domów. Tysiące z nich uciekły, żyjąc poza Czeczenią jako uchodźcy wewnętrzni.
Wciąż dominuje bezkarność za naruszenia praw człowieka. W niemal
wszystkich sprawach władze zawiodły w dochodzeniu i skazywaniu winnych poważnych
naruszeń praw człowieka i prawa humanitarnego, do jakich dochodziło w trakcie
konfliktu. Zawiodły również w kwestii zadośćuczynienia ofiarom tych naruszeń.
Niniejszy dokument stanowi streszczenie raportu "Federacja Rosyjska:
Jaka sprawiedliwość dla zaginionych w Czeczenii?" (AI Index: EUR 46/015/2007),
wydanego w maju 2007 przez Amnesty International.
Wymuszone zaginięcia i
porwania
Mam odpowiedzi od wszystkich urzędników - począwszy od
prokuratury, skończywszy na kancelarii prezydenta - ale to nie o nie chodzi; one
nic nie wnoszą do sprawy. Co mi przyjdzie po kawałkach papieru? Nie ich
potrzebuję. - Matka szukająca syna; zaginął w 2002 roku
Uzbrojeni
i zamaskowani mężczyźni w mundurach wciągnęli do samochodu Bułata Cziłajewa i
Asłana Izraiłowa. Miało to miejsce 9 kwietnia 2006 roku na jednym z głównych
skrzyżowań w Czeczenii. W pobliżu tego skrzyżowania znaleziono później wojskowy
nieśmiertelnik należący do członka batalionu Zapad (Zachód) - rosyjskiej
federalnej jednostki wywiadu wojskowego podlegającej Ministerstwu Obrony.
Właściciel nieśmiertelnika twierdził, że go zgubił i zaprzeczył, jakoby brał
udział w arbitralnym zatrzymaniu; później zresztą został zamordowany. W
śledztwie w sprawie wymuszonego zaginięcia tych dwóch mężczyzn nie postawiono
nikomu zarzutów. Bułat Cziłajew pracował jako kierowca w organizacji
pozarządowej Grażdańskoje Sodejctwie (Pomoc Obywatelska), do której zadań
należało udzielanie pomocy medycznej ofiarom konfliktu zbrojnego.
Wymuszone zaginięcia, dokonywane przez funkcjonariuszy państwowych oraz
porwania przez ugrupowania zbrojne są jednymi z najbardziej szokujących
przypadków łamania praw człowieka podczas konfliktu w Czeczenii. Szokującymi
zarówno z powodu skali zjawiska, jak i z powodu szczególnego okrucieństwa tej
formy łamania praw człowieka.
Po raz ostatni widziano Chamzata
Tuszajewa, kiedy wchodził do kompleksu budynków administracyjnych w dzielnicy
Staropromysłowskiej w Groznym, 8 czerwca 2006 roku. Poprzedniego dnia jego żona
odebrała telefon od mężczyzny, który twierdził, że dzwoni z prokuratury, i
wezwał Tuszajewa do prokuratury. Chamzat Tuszajew wraz z żoną stawił się o godz.
10 w kompleksie budynków prokuratury, jego nazwisko zapisano przy głównym
wejściu. Wpuszczono go do budynków, a żona została na zewnątrz. O 17:30,
zaniepokojona jego nieobecnością, poprosiła strażnika, aby zadzwonił do biura
prokuratora. Pracownik biura miał powiedzieć strażnikowi, że Tuszajew w ogóle
nie stawił się na przesłuchanie. Jego żonie nie było dane dowiedzieć się co
ostatecznie stało się z mężem.
Wymuszone zaginięcia i porwania powodują
szczególny rodzaj tortury psychicznej dla krewnych ofiar. Nie są oni w stanie
ustalić, czy członek ich rodziny żyje, czy nie. Odmawia się im tym samym prawa
do żałoby oraz uregulowania swoich problemów prawnych i praktycznych. Dla nich
konsekwencje wymuszone zaginięcie nie mają końca i dlatego przez trybunały praw
człowieka uznawane jest za "długotrwałe" naruszenie praw człowieka.
Podczas pierwszych lat drugiego konfliktu w Czeczenii, żołnierze
rosyjskiej armii federalnej okrążali i zabierali cywilów czy to podczas blokad
drogowych, czy też w czasie "zaczistek" (rajdów wojskowych). Zakrojone na
szeroką skalę naloty sił rosyjskich na czeczeńskie wsie i miasteczka rozwinęły
się później w bardziej celowe operacje. Przeważnie odbywają się nocą, przeważnie
dokonują ich uzbrojeni, zakamuflowani i często też zamaskowani mężczyźni.
Przyjeżdżają wieloma samochodami wojskowymi, które mają zakryte tablice
rejestracyjne. Zabierają ludzi w nieznane miejsca. W trakcie trwania konfliktu
coraz częściej w wymuszone zaginięcia były angażowane czeczeńskie służby
bezpieczeństwa.
Tysiące zaginionych
Każdego dnia myślisz: gdzie
on jest? Może dziś wróci, może - jutro. - Matka szukająca syna; zaginął w
czerwcu 2006 roku
Wydaje się, że w tej małej republice - liczącej 15
tys. km2 i mniej niż milion mieszkańców - każdy zna kogoś, kto padł ofiarą
przymusowego zaginięcia lub porwania. W wielu rodzinach zaginęła więcej niż
jedna osoba. Niektórzy są później zwalniani. W innych przypadkach odnajduje się
ciała, które noszą ślady nagle zadanej śmierci. Jednak w przeważającej liczbie
przypadków - los i miejsce pobytu osoby zaginionej pozostają nieznane i nikt nie
odpowiada za tę zbrodnię.
W czerwcu 2000 r. na rynku w Groznym rosyjskie
siły federalne okrążyły Nurę Said-Aliewnę Lulujewę, 40-letnią matkę czworga
dzieci i kilka innych osób, wśród których było dwóch jej kuzynów. Zabrali
wszystkich. Niky nie wiedział, gdzie się znajdują. Do czasu, kiedy kilka
miesięcy później, w lutym 2001 roku, znaleziono ich ciała w masowym grobie w
pobliżu Chankały, siedziby głównej wojsk rosyjskich w Czeczenii. Większość z 51
ciał ubrana była po cywilnemu, niektóre miały zawiązane oczy, a wielu -
skrępowane ręce i stopy. Niektórzy ludzie, których ciała znaleziono w tym
grobie, byli po raz ostatni widziani żywi w areszcie rosyjskich sił federalnych.
Rosyjska organizacja pozarządowa Memoriał ma w swoim rejestrze ponad 2
tysiące indywidualnych spraw zaginięć w państwowych izbach zatrzymań i porwań
dokonywanych przez zbrojne ugrupowania w Czeczenii. Swoje badanie Memoriał
przeprowadził na zaledwie jednej trzeciej terytorium Republiki Czeczenii, tak
więc nie odzwierciedla ono w pełni skali naruszeń. Organizacja oszacowała, że od
1999 roku w Czeczenii zaginęło pomiędzy 3 tys. a 5 tys. mężczyzn, kobiet i
dzieci. Za większość z tych zaginięć odpowiedzialni byli funkcjonariusze
państwowi. Według innych organizacji, szacunkowa liczba zaginionych jest nawet
wyższa.
Panująca w regionie, przenikająca wszystko atmosfera strachu
sprawia, że ludzie z coraz większą niechęcią zgłaszają takie przypadki. Wiele
rodzin woli skorzystać z nieoficjalnych kanałów, aby zapewnić swoim krewnym
powrót do domu. W wyniku tego liczba wymuszonych zaginięć i porwań jest
niedoszacowana.
Rosyjscy i czeczeńscy urzędnicy zostali w końcu zmuszeni
do chociaż przybliżonego oszacowania skali i wagi problemu. Według rzecznika
praw obywatelskich Republiki Czeczenii Nurdi Nuchażiewa, w republice za
porwanych, zaginionych lub poszukiwanych uznaje się do 2,8 tys. osób (stan na 1
marca 2007). Do kwietnia 2005 roku czeczeńska prokuratura rozpoczęła 1814
dochodzeń w sprawie wymuszonych zaginięć i porwań 2540 osób w Czeczenii.
Czeczeński parlament ustanowił komisję ds. poszukiwania porwanych i
poszukiwanych ludzi. Stało się tak na wniosek czeczeńskiego rzecznika praw
obywatelskich, który wezwał do jej utworzenia dekretem prezydenckim, aby w ten
sposób położyć kres popełnianiu błędów w śledztwach (Spetsialnii doklad, 2006,
www.chechenombudsman.ru/index.php?option=content&task=view&id=98).
Bezkarność
Mimo iż prokuratura rozpoczęła dochodzenia w sprawie
tysięcy przypadków wymuszonych zaginięć, Amnesty International obawia się, że to
zaledwie garść spraw, w których oskarżono funkcjonariuszy państwowych. W żadnym
jednak przypadku funkcjonariusz państwowy nie był sądzony za samo tylko
wymuszone zaginięcie.
W lutym 2000 roku rosyjskie wojska federalne
zatrzymały w pobliżu Groznego Chadżi-Murata Jandijewa. Przeszukiwał go i
przesłuchiwał rosyjski generał, który później wydał rozkaz, aby "z nim
skończyć". Od tego czasu nikt nie widział Chadżi-Murata Jandijewa. Jego matka
Fatima Bazorkina o zatrzymaniu syna dowiedziała się z wiadomości telewizyjnych,
od reportera CNN, który w tym czasie towarzyszył siłom zbrojnym i sfilmował
spotkanie Jandijewa z generałem.
Według Europejskiego Trybunału Praw
Człowieka, śledztwo w tej sprawie miało wiele trudnych do wyjaśnienia opóźnień.
Na przykład generała, który przesłuchiwał Jandijewa, przesłuchano po czterech
latach i czterech miesiącach. Innych świadków biorących w udział w procesie nie
przesłuchano wcale.
Trybunał uznał, że Fatima Bazorkina w wyniku
wymuszonego zaginięcia syna i niemożności ustalenia jego losu, cierpiała i nadal
cierpi, przeżywa rozpacz i ból. Stwierdził też, że sposób, w jaki władze
reagowały na jej skargi musi być rozpatrywany w kategoriach nieludzkiego
traktowania.
Rodziny szukają swoich bliskich, narażając się na nękanie i
groźby odwetu ze strony urzędników. Odbywają niezliczone spotkania w
prokuraturach, aby wypytać o najświeższe informacje; spotykają się z
międzynarodowymi wysłannikami, którzy przyjeżdżają do Czeczenii mając nadzieję,
że mogą mieć oni wpływ na lokalne władze; organizują demonstracje przed
budynkami administracji, aby zaprotestować przeciwko obojętności urzędników;
jeżdżą do miejsc, w których odkryto masowe groby, aby sprawdzić, czy nie ma tam
szczątków ich bliskich.
Pewnego ranka w marcu 2006 roku, na
przedmieściach Groznego, kilku wojskowych ubranych w zakamuflowane uniformy i
maski na twarzach zatrzymało na podwórku rodzinnego domu syna Fatimy Mahomedowej
(imię zmienione). Wrócił półtorej godziny później, posiniaczony i z innymi
obrażeniami, skarżąc się na fatalny ból głowy. Trwale uszkodzono mu jedno oko.
Powiedział, że żołnierze go bili chcąc zmusić jego matkę, by wycofała
skargę na wymuszone zaginięcie męża. Rosyjskie wojska federalne zatrzymały go w
2000 roku, potem zaginął. Fatima Mahomedowa szuka go od tamtej pory, wzywając
funkcjonariuszy państwowych do podjęcia śledztwa, i złożywszy skargę do
Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.
Dziesiątki osób, zrozpaczonych
niemożnością znalezienia sprawiedliwości w Rosji, zwróciło się do Europejskiego
Trybunału Praw Człowieka. Nasiliło to jednak stosowane wobec nich represje i
zaostrzyło nękanie, zastraszanie i niebezpieczeństwo.
Europejski
Trybunał Praw Człowieka wydał do tej pory kilka wyroków w sprawach dotyczących
wymuszonych zaginięć w Czeczenii od 1999 roku. W każdym przypadku uznawał, że
Rosja złamała fundamentalne prawa, m.in. prawo do życia i prawo do skutecznego
środka odwoławczego.
Rekomendacje
Amnesty International wzywa
rosyjskei władze federalne oraz władze czeczeńskie, aby położyły kres wymuszonym
zaginięciom i bezkarności sprawców naruszeń praw człowieka.
W
szczególności władze powinny:
1.. Zapewnić, że przeprowadzą szybko i
dokładnie niezależne i bezstronne dochodzenia w sprawie wymuszonych zaginięć, a
jeśli znajdą się wystarczające dowody, osoby podejrzane o popełnienie tych
czynów staną przed sądem w procesach, spełniających międzynarodowe
standardy. 2.. Zapewnić, że wszystkie masowe groby w Czeczenii zostaną
zbadane przez ekspertów medycyny sądowej, zgodnie w wytycznymi ONZ w sprawie
ekshumacji i analizy szczątków, a także - że zapewni im się odpowiednie środki
do tych badań, m.in. utworzy laboratorium medycyny sądowej w Groznym; poszuka
się i zaakceptuje oferty współpracy ze strony zagranicznych ekspertów, zarówno w
prowadzeniu prac, jak i szkoleniu lokalnego personelu, który też będzie je
wykonywał. 3.. Utworzyć wyczerpującą bazę danych zawierającą informacje o
osobach przymusowo zaginionych w Czeczenii od 1999 roku, bazującą na
informacjach od urzędników państwowych oraz organizacji pozarządowych, a także
bazę danych na temat wszystkich niezidentyfikowanych ciał znalezionych w
Czeczenii. Obie bazy powinny być publicznie dostępne. 4.. Chronić krewnych
osób przymusowo zaginionych oraz świadków zaginięć przed zastraszaniem i
zemstą. http://lublinfestiwal.amnesty.org.pl
Link 11.07.2007 :: 08:49 Komentuj (0) Rosja przegrała kolejny proces o zbrodnie swojej armii w Czeczenii
Sąd w Strasburgu uznał, że rosyjska armia jest winna zamordowania czeczeńskiej
działaczki antywojennej oraz jej rodziny. Zura Bitijewa była obrończynią
praw człowieka, organizowała demonstracje na rzecz pokoju podczas pierwszej i
drugiej wojny czeczeńskiej. Kiedy w 2000 r. na kilkanaście tygodni trafiła do
niesławnego obozu filtracyjnego w Czernozkozowie, miała odwagę słać stamtąd
skargi na znęcających się strażników. Po wyjściu z aresztu pomagała rodakom
krzywdzonym przez Rosjan oraz prokremlowskich Czeczenów, wspierała opozycję
polityczną. Ludzie w mundurach przyszli po nią do domu we wsi Kalinowskaja pod
Groznym w maju 2003 r. Rozstrzelali ją, jej syna, męża oraz brata.
- Kaci
przyjechali samochodami bez rejestracji. Celem egzekucji było m.in. zastraszenie
innych niepokornych - przekonywał adwokat ośrodka obrony praw człowieka Memoriał
podczas procesu w Strasburgu. Trybunał zasądził 85 tys. euro odszkodowania na
rzecz córki Bitijewej, uznając, że morderstwu winna jest rosyjska armia, a
rosyjski wymiar sprawiedliwości nie wywiązał się z obowiązku poszukiwania
winnych. Rosja od 2005 r. przegrała już kilkanaście czeczeńskich spraw w
Strasburgu, a na rozpatrzenie czeka tam jeszcze ponad sto pozwów. Dotychczas
Moskwa odwołała się tylko od jednego wyroku, a w pozostałych wypadkach bez
protestu wypłaca wysokie odszkodowania, choć wciąż sama nie ściga ani nie
skazuje konkretnych zbrodniarzy. Czy wyroki Trybunału mają wpływ na sytuację w
Czeczenii? Rosyjscy obrońcy praw człowieka przyznają, że w kaukaskiej republice
jest znacznie lepiej niż przed kilku laty, ale przypisują to przede wszystkim
wypaleniu się działań wojennych, a nie naciskom międzynarodowym. - Przeciwników
obecnego reżimu albo już zastraszono, albo przepędzono, albo zabito. To jeden z
głównych powodów obecnej stabilizacji - mówił niedawno Aleksander Czerkasow z
Memoriału. Największym koszmarem Czeczenów podczas drugiej wojny (po 1999
roku) były porwania lub nielegalne aresztowania (często kończące się
morderstwem) przez rosyjskie siły federalne. O ile w 2005 r. zniknęło tam ponad
340 osób, o tyle w 2006 r. - 186 (w tym 94 uwolniono), a w pierwszym kwartale
tego roku tylko 16 (10 uwolniono), czyli o 37 mniej niż w analogicznym okresie
2006 r.
- Wiemy, że czeczeński prezydent Ramazan Kadyrow w styczniu tego
roku nakazał swym podwładnym zaniechać porwań. Na razie go słuchają. W lutym i
marcu porwano po dwie osoby. Według naszych danych sprawcami nie byli ludzie
Kadyrowa - mówił niedawno Ołeg Orłow, szef Memoriału. Kadyrow, któremu Kreml
oddał Czeczenię na niemal feudalnych prawach, zdobywa coraz większą popularność
dzięki stabilizacji oraz głośnym protestom przeciw "samowoli wojsk rosyjskich".
Jednak obrońcy praw człowieka ostrzegają, że choć prokremlowski watażka
łagodnieje, to zdani na jego łaskę Czeczeni będą bezsilni, gdy znów postanowi
zaostrzyć kurs. W Czeczenii wciąż torturuje się więźniów, co zdaniem opozycji
najlepiej pokazuje prawdziwe oblicze Kadyrowa.
Źródło: Gazeta
Wyborcza, Tomasz Bielecki Moskwa
Link 14.06.2007 :: 16:57 Komentuj (0) Zapraszamy na Dzień Uchodźcy!
24 czerwca Warszawa gościć będzie wielokulturowy piknik i koncert z tej okazji.
Wystąpią uchodźcy z Europy, Azji i Afryki. Wśród planowanych atrakcji jest (po
raz pierwszy na polskich scenach!) czeczeński rap, a także tańce hinduskie w
stylu Bollywood, indiańskie, flamenco i capoeira, orkiestra indonezyjska, pokazy
mody czeczeńskiej i arabskiej, kuchnia różnych kontynentów, atrakcje artystyczne
dla dzieci, mnóstwo bajek i opowieści z różnych krajów, warsztaty tańca brzucha
i zlot artystów grających na didgeridoo! Dzień Uchodźcy uświetni też w tym roku
festiwal filmowy - program festiwalu i pikniku podajemy na ostatniej
stronie.
Po co Dzień Uchodźcy?
Dzień Uchodźcy od lat jest w Polsce
okazją do posmakowania różnorodności świata. Od 2001 roku, gdy ONZ ogłosiło
Międzynarodowy Dzień Uchodźcy, jest to też wydarzenie ogólnoświatowe. Co roku
Dzień Uchodźcy jest spotkaniem ludzi różnych kultur i tradycji. Celem Dnia
Uchodźcy jest jednak nie tylko zabawa. To dzień, gdy uwaga ludzi w niemal
wszystkich krajach świata skupia się na uchodźcach - ludziach, którzy z obawy o
swoje życie i bezpieczeństwo musieli uciekać ze swoich krajów. Dzień Uchodźcy to
okazja, by zobaczyć, że uchodźcy żyją obok nas, i pomyśleć, czy faktycznie
znajdują w naszym kraju ochronę, której potrzebują. Międzynarodowy Dzień
Uchodźcy obchodzony jest na całym świecie po to właśnie, żeby o uchodźcach
przypomnieć. Żeby uchodźcy mogli pokazać, co gotowi są z siebie dać w nowym
kraju, a obywatele nowego kraju mogli zobaczyć w uchodźcach wartościowych ludzi.
Dla samych uchodźców Dzień Uchodźcy to szansa na pokazanie siebie: swoich
talentów i umiejętności, swojej kultury i tradycji. Wielu uchodźców w Polsce z
tej szansy korzysta: uchodźcy prezentują w tym dniu swoją kuchnię, muzykę,
tańce, stroje i zwyczaje. Dla Polaków to rzadka okazja do przekonania się, jak
wiele cudzoziemcy wnoszą do naszej kultury.
Integracja jest w naszych
rękach
Uchodźcy przybywają do Polski w znaczniejszych grupach od początku
lat 90. Od tego czasu Polska nadaje statusy uchodźcy, przewidziane prawem
międzynarodowym. Największym problemem uchodźców i osób, które uzyskują w Polsce
tzw. "status tolerowany", pozostaje to, aby w Polsce faktycznie zbudować nowy
dom: znaleźć pracę, mieszkanie, móc korzystać z edukacji oraz opieki zdrowotnej.
Ochrona uchodźców nie polega wyłącznie na nadaniu statusu - ale na stworzeniu
bezpiecznej przestrzeni do życia dla ludzi, którzy z własnego kraju musieli
uciekać. Tworzenie miejsca do życia dla uchodźców jest wspólnym zadaniem dla
wszystkich - i dla Polaków, i dla uchodźców. Jedni i drudzy muszą wykazać dobrą
wolę, żeby się porozumieć. Integracja wcale nie jest łatwa: od uchodźców wymaga
przemyślenia własnej kultury i wartości, nauczenia się życia w zupełnie innych
warunkach, czasem - zdobycia nowego zawodu, czasem - zaakceptowania tego, że ich
doświadczenia w nowym kraju nie są doceniane tak, jak tego oczekiwali. Bycie
uchodźcą to dla wielu ludzi lata uczenia się życia od nowa. Wymaga ogromnych
pokładów determinacji i odwagi. Podziwu godne są osoby, które potrafią pokonać
życiowe tragedie i przekuć je na nowe życie w nowym kraju, nierzadko osiągając
duże sukcesy (uchodźcami byli Albert Einstein, Milan Kundera i Madeleine
Albright). Od Polaków przyjęcie uchodźców wymaga przełamania stereotypów i
okazania otwartości na innych ludzi. To też jest trudne. Trudno jest pokonać
nieufność do kogoś, kogo nie do końca się rozumie, kto inaczej wygląda,
przestrzega nieznanych nam wcześniej zwyczajów, a nie zna naszych. Bez tego
wysiłku w dzisiejszych czasach nie sposób jednak żyć. Świat jest pełen różnic,
które bardziej niż kiedyś współistnieją i mieszają się w tych samych miastach,
na tych samych ulicach. Wszyscy razem tworzymy ten kulturowy kogel-mogel:
my-Polacy i my-uchodźcy; my-biali i my-czarnoskórzy. I tak samo, jak my-Polacy,
próbując życia w ojczyznach innych, czekamy na otwartość Irlandczyków, Niemców
lub Francuzów, oczekując szacunku dla siebie i wyrozumiałości dla naszych
błędów, tak samo zaoferujmy tę otwartość ludziom, którzy życie układają sobie od
nowa w Polsce.
Furtką do integracji ze społeczeństwem nie są urzędy i
przepisy (choć one też są ważne). Tą furtką są dla uchodźców konkretni ludzie.
Nauczyciel, który udzieli pomocy dziecku uchodźców. Pracodawca, który uchodźcę
zatrudni. Lekarz, który zadba, by cudzoziemski pacjent zrozumiał jego
instrukcje.
I po to też jest Dzień Uchodźcy - żeby integracja uchodźców w
oczach wszystkich zyskała ludzki wymiar. Żeby z tematu międzynarodowych
konferencji i analiz naukowych stała się dla nas tym, czym jest w istocie -
kontaktem ludzi, twarzą w twarz. Wbrew różnicom kulturowym, wbrew stereotypom i
barierom językowym.
Zapraszamy wszystkich czytelników Refugee.pl do
udziału w Dniu Uchodźcy - i jeśli ten dzień oznacza dzień życzliwości wobec
uchodźców, wobec ludzi innych kultur, życzymy wszystkim, by ten dzień trwał
wiecznie. Refugee.pl
Link 08.06.2007 :: 08:59 Komentuj (0) Demonstracja
W sobotę 9 czerwca w godz. 12-13 na Placu Zamkowym w Warszawie odbędzie się
manifestacja połączona z akcją zbierania podpisów pod listem do Władimira Putina
o wydanie rodzinie ciała zamordowanego prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa,
by mógł być pochowany zgodnie z wyznawaną wiarą i czeczeńską tradycją. Podobne
mityngi, organizowane z inicjatywy Adama Borowskiego, honorowego konsula
Czeczeńskiej Republiki Iczkeria w Polsce, odbędą się o tej samej porze w
Warszawie, Kopenhadze, Paryżu Moskwie, Sztokholmie, Wiedniu oraz innych dużych
miastach Niemiec, Turcji, Belgii, Norwegii, Azerbejdżanu. Z apelem do uchodźców
czeczeńskich o udział w mityngach zwróciła się Ałła Dudajewa, wdowa po pierwszym
prezydencie wolnej Czeczenii oraz Iljas Musajew, wiceminister spraw
zagranicznych CzRI.
Organizator - Komitet Polska-Czeczenia zaprasza do
udziału w akcji!
|
|
|
|
|
|
|